poniedziałek, 26 września 2022

[KP] Clare Callaghan // Moja twarz jest ze szkła i chciałabym, żeby ktoś się o nią skaleczył.

Clare Callaghan
urodzona 17.01.1775 r. w Dover
wampir - nocna zmiana w banku krwi
Zaciska zęby, gdy drzwi otwierają się pod naporem szczupłego barku. Niewyczuwalna dla ludzkich zmysłów woń krwi pali nozdrza, jej satynowy, cichy śpiew mógłby służyć za drogowskaz do magazynu, choć ona zna drogę na pamięć. Uderzenie adrenaliny orzeźwia ją, więc zachłannie wciąga powietrze, czując jak całe ciało napina się w proteście. Popycha kolejne drzwi, staje na środku pomieszczenia i lustruje je uważnie. W końcu wyrzuca ręce w górę, przeciąga się, siada na fotelu i odchyla głowę, w oczach mieni się kolorowym drobinkami. Miarowy trajkot kółek maci ciszę, gdy obraca się na krześle, wbijając wzrok w kolejne drzwi. Ramiona drżą, niczym z wielkiego wysiłku, i Clare czuje wyraźnie, że jej ciało nie uspokoi się przez kolejne kilka godzin, a myśli będą uparcie wracać do wielkich lodówek za ścianą, do foliowych, zamrożonych woreczków.
Nie myśli o tym, że inni jej podobni pewnie patrzyliby na to z dezaprobatą, bo granica, po której balansuje jest cienka, co będzie, gdy ją przekroczy? Kiedyś nie rozumiała jak to jest – czuć obsesyjną potrzebę wyżymania wrażeń z każdego momentu, krążka i dźwięku. Teraz już rozumie i wcale jej to nie cieszy.
Widzi siebie tam, nad kredowym klifem, czerwone pąsy na białej tunice, czubki placów wczepione w głowę tak mocno, że wydziera własne włosy i ten przeraźliwy, wysoki krzyk niemocy, gdy nie może zebrać się w sobie by zrobić ostatni krok, zagłuszony przez wściekłe fale w dole. Dwieście dwadzieścia dwa lata później stoi w tym samym miejscu, wiatr biczuje ją po twarzy, gdy zaciąga się papierosem i zerka przez krawędź; widzi siebie tam, na kamienistym brzegu, krew sączy się gęstym strumieniem, roztrzaskana głową wygląda groteskowo, choć coś podpowiada jej, że jakimś cudem żyje jeszcze, nie czuje jednak nic oprócz lodowatej wody nadchodzącego przypływu. Pochłaniające ją morze obojętności nie pozwala jej czuć nic więcej, zdaje sobie też sprawę, że utonie, jeśli tu zostanie, ale zamiast ciała ma przecież lepką breję złożoną z rozdartych organów i pękniętych kości.
Odpływa myślami, w poszukiwaniu tego jednego momentu, który przeciął jej życie na pół i wcale nie widzisz lasu, ani twarzy Bastiena, ani małych poszarpanych ciałek. Wyobraża sobie trzask drzwi, skrawek papieru z niedbałym „przepraszam” sprawia, że czuje się żałośnie, ale myśl, że odnaleziony powód, tak racjonalny, nie jest niczym więcej niż pobożnym życzeniem, może być co najwyżej skutkiem, nie przyczyną.
Drzwi do banku krwi otwierają się, pytanie pada, lecz Clare ma umysł pełen wody, zimnej wody.
HISTORIA POWIĄZANIA
emme

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz