
Państwo Brauer mieli cokolwiek pretensjonalną inwencję twórczą, gdy przyszło im nazwać najstarszego syna, co z perspektywy jego podręcznikowego życia było przynajmniej jednym urozmaiceniem. Naturalna nieśmiałość została nadszarpnięta już w okresie studiów, a jej resztki troskliwie zamaskowane przez elegancję i profesjonalizm. Większość życia Hadrian spędził, jak samy by to określił, samodzielnie, w utartej rutynie dnia, „pracując nad sobą”, choć w całym tym dobrobycie i powodzeniu jakoś nigdy nie znajdował chwili, by rozstrzygnąć najbardziej nurtującą go kwestię; jakby się bał, że ledwie cień refleksji doprowadzi go do niewłaściwych wniosków, od których nie da się uciec, ani o nich zapomnieć. Z upływem lat naciski ze strony rodziny traciły żartobliwy ton, a odgłos tykającego zegara brutalnie wyrywał go ze snu, zmuszając do zrobienia czegokolwiek. Znalazł więc kogoś o dobrym sercu, kogoś, kto z pewnością będzie umiał wybaczyć, gdy w końcu okrutna prawda wyjdzie na jaw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz